Przebudzenie

1 komentarz

“Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie.

Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi.

Orzeł przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka, myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi szukając glist i robaków.
Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami i fruwać kilka metrów w powietrzu.
No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty? Minęły lata i orzeł zestarzał się.

Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka.
Płynął wspaniale i majestatycznie wśród prądów powietrza, ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.

– Co to jest? – zapytał kurę stojącą obok.
– To jest orzeł, król ptaków – odrzekła kura. – Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał.
I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.

(…)

“Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy.
Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.”

Tak zaczyna się książka “Przebudzenie” o. Anthonego DeMello, za którą się zabieram. Podobno otwiera oczy największym sceptykom, bardzo mnie zaciekawiła :)

wnioski

Dodaj komentarz

Po dzisiejszych zajęciach znowu poczułem się błogo. Nie wiem jak wytrzymałem miesiąc bez treningów, ale tego właśnie mi brakowało – moim mięśniom, kręgosłupowi i mojemu dobremu samopoczuciu. Przy okazji popatrzyłem sobie jak uczyła się grupa początkująca i ogarnęło mnie krótkie “myślowspomnienie” – rok temu ja też byłem zupełnie zielony i jak oni teraz patrząc na nas – ja też myślałem – to jest niewykonalne :P

Doszedłem do wniosku, że jest wykonalne, tylko trzeba pracować systematycznie. Po roku nie osiągnąłem takiego efektu jaki bardzo chciałem osiągnąć jednak jeszcze sporo przede mną – nauka taiji zajmuje lata…a kolejne lata mijają na doskonaleniu nauczonych technik.

Pewnie kolejnym swoim wnioskiem popełnię towarzyskie samobójstwo ale zaobserwowałem, że na pierwsze treningi taiji przychodzą kobiety z wielkimi tyłkami – jakby myślały, że zrzucą trochę nadwagi podczas tych ćwiczeń…. och drogie panie – nie tędy droga!
Ja nie wiem skąd to się wszystko bierze – joga dla kobiet, tai chi dla kobiet – “schudniesz, będziesz piękna, ubędzie ci lat, osiągniesz jedność z kosmosem”. Prawdę mówiąc u mnie jest dosyć mało kobiet… a jak były, to tylko na początku.

Panie drogie, taiji i joga nie są receptą na cellulit, zbędne kilogramy itp. Wpierw należy zając się swoim stosunkiem do jedzonka, zmienić dietę i styl życia. Taiji może pomóc…ale nic nie zastąpi np. biegania, jazdy na rolkach czy rowerze!

Ostatni mój wniosek dotyczy tytułu mojego bloga. Dzisiaj probowałem znaleźć siebie w google. Nie znalazłem. Zauważyłem jednak, że znowu nie jestem oryginalny ;P. Mnóstwo ludzi nazwało swojego blogaska – “W poszukiwaniu… [ wstaw sobie coś ]“….

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.