wnioski

Dodaj komentarz

Po dzisiejszych zajęciach znowu poczułem się błogo. Nie wiem jak wytrzymałem miesiąc bez treningów, ale tego właśnie mi brakowało – moim mięśniom, kręgosłupowi i mojemu dobremu samopoczuciu. Przy okazji popatrzyłem sobie jak uczyła się grupa początkująca i ogarnęło mnie krótkie “myślowspomnienie” – rok temu ja też byłem zupełnie zielony i jak oni teraz patrząc na nas – ja też myślałem – to jest niewykonalne :P

Doszedłem do wniosku, że jest wykonalne, tylko trzeba pracować systematycznie. Po roku nie osiągnąłem takiego efektu jaki bardzo chciałem osiągnąć jednak jeszcze sporo przede mną – nauka taiji zajmuje lata…a kolejne lata mijają na doskonaleniu nauczonych technik.

Pewnie kolejnym swoim wnioskiem popełnię towarzyskie samobójstwo ale zaobserwowałem, że na pierwsze treningi taiji przychodzą kobiety z wielkimi tyłkami – jakby myślały, że zrzucą trochę nadwagi podczas tych ćwiczeń…. och drogie panie – nie tędy droga!
Ja nie wiem skąd to się wszystko bierze – joga dla kobiet, tai chi dla kobiet – “schudniesz, będziesz piękna, ubędzie ci lat, osiągniesz jedność z kosmosem”. Prawdę mówiąc u mnie jest dosyć mało kobiet… a jak były, to tylko na początku.

Panie drogie, taiji i joga nie są receptą na cellulit, zbędne kilogramy itp. Wpierw należy zając się swoim stosunkiem do jedzonka, zmienić dietę i styl życia. Taiji może pomóc…ale nic nie zastąpi np. biegania, jazdy na rolkach czy rowerze!

Ostatni mój wniosek dotyczy tytułu mojego bloga. Dzisiaj probowałem znaleźć siebie w google. Nie znalazłem. Zauważyłem jednak, że znowu nie jestem oryginalny ;P. Mnóstwo ludzi nazwało swojego blogaska – “W poszukiwaniu… [ wstaw sobie coś ]“….

no i dupa

Dodaj komentarz

Przespałem się z tym wczorajszym postanowieniem na temat Xin Jia, poczytałem jeszcze trochę opinii, m.in. takie, że Xin Jia powinno się uczyć na końcu… no i w tym roku jednak sobie to daruję. Od stycznia za to będzie nauka Pao Chui (czyt. Pał człej) w mojej szkole … i w tym przypadku mogę trochę pewniej napisać, że jestem bardzo zainteresowany.

Tak wygląda Pao Chui:

Dobra, biorę się do pracy.

od jutra znowu treningi i być może coś więcej

Dodaj komentarz

Po miesięcznej przerwie wracam na treningi – pod oko nauczyciela :) … niestety zajęcia podrożały 10 zł, a ja akurat od tego roku chciałem w poniedziałki zostawać dłużej na dodatkowych godzinach, na których ma być Xin Jia (czyt. śiń dzia). Tak też będzie – trzeba z czegoś zrezygnować na korzyść równowagi energetycznej :P Wcześniej co prawda deklarowałem , że pochodzę na zastosowania Taiji w samoobronie ale póki co interesuje mnie Xin Jia. Chciałbym i tu i tu ale 3 godziny w poniedziałek i 3 w środę mogłyby mnie wykończyć tak, że we wtorek i czwartek byłbym wypluty.

Mam nadzieję, że kondycja dopisze (i pamięć), bo zrobiłem sobie długą przerwę wakacyjną… wstyd przyznać ale coś mi się miesza kolejność ruchów. Mam nadzieję też, że nogi znowu nie będą jak z galarety (tak się dzieje gdy mam przerwę dłuższą niż 1,5 tygodnia). Acha, no i przez ostatni miesiąc leczę zatoki ( i zęby ) – żeby tylko osłabienie organizmu nie wpłynęło na moją jutrzejszą formę…

Od początku wakacji planujemy też z Kasią wybrać się na kurs tańca. O ile nie będzie za drogo to być może od końca września będę przemykał się po parkiecie. Robię to głównie dla Kasi, bo wiem, że bardzo chciała nauczyć się tańczyć ( dla siebie też, bo muszę się przyznać, że kiepski ze mnie tancerz…a poza tym koordynacja, równowaga w tańcu może zadziałać pozytywnie na moje taiji :) )

Bajecznie, filmowo, klimatycznie

Dodaj komentarz

Zajęcia lipcowe odbywają się w WPKiW w Chorzowie, w Rosarium, w jednym z piękniejszych miejsc parku z kwiatami (różami), idealnie przystrzyżoną golfową trawką na wielkich polanach.

W poniedziałek (2 lipca) było na treningu kilka osób (około 10), tym razem tylko (wyjątkowo) z inst. Adamem.

Jako że przez cały dzień było bezwietrznie i parno, pod wieczór pogoda zgotowała porządną burzę. Zaraz po rozgrzewce, wykonując pierwsze ruchy formy Lao Jia czując coraz silniejsze podmuchy wiatru… obserwując grzmoty i ołowiane chmury przetaczające się po niebie doznawałem czegoś na miarę (pisząc delikatnie) emocjonalnej satysfakcji :) Przez ponad 1,5 godziny treningu czułem się niesamowicie usatysfakcjonowany i spełniony w tym co robiłem. Odczucia mistyczne :) … Ostatnie pół godziny treningu to Lao Jia w deszczu – tego jeszcze nie robiłem ale było warto!

Jak się po powrocie okazało, ta sama burza kompletnie zalała wcześniej Wrocław.

Podwójny egzamin

Dodaj komentarz

Ostatnie kilka dni spędziłem u mojej dziewczyny w domu, bo jej rodzice pojechali na wakacje do Chorwacji. Poza paroma nieporozumieniami było bardzo fajnie i każdego dnia czułem, że coraz bardziej się docieramy lub dostrajamy do siebie. Ostatniego dnia Kasia pojechała ze mną na trening – trochę się nudziła, trochę chciała się pośmiać ale jakoś wytrzymała i bardzo się z tego cieszę :P Na treningu wyjątkowy wycisk (bo to ostatni w tym roku “akademickim”), choć Basia (moja trenerka) nie zrealizowała swojego marzenia – 4x forma Lao Jia non-stop.

Od lipca zajęcia dwa razy w tygodniu w WPKiW…już w grupie zaawansowanych :P

Koniec Lao Jia

Dodaj komentarz

Dawno nie pisałem. Może wynika to z tego, że jakoś nie odczuwam potrzeby częstego blogowania. Całkowicie “ukomputerawia” moje życie praca którą wykonuję i na pisanie bloga nie starcza już energii.

Niedawno (jakieś 2,3 tygodnie temu) skończyliśmy całą formę Lao Jia Yi Lu. Forma składa się z różnych, bardzo podobnych do siebie 83 ruchów. Co charakterystyczne dla stylu Chen, jest kilka miejsc, które wykonuje się dynamicznie (wykopy, uderzenia, obroty). Najwięcej trudności sprawiły mi obroty, które zawsze trzeba wykonać stabilnie, na pięcie albo na palcach jednej nogi. Zakres obrotu jest różny i zależy od danego ruchu. Najmniejszy jest o 90 stopni, najdłuższy – o 270 stopni czyli prawie dookoła własnej osi. I to wcale nie szybko! Wykopy tak ale obroty muszą być wykonane dokładnie, lekko i płynnie … im wolniej tym trudniej utrzymać równowagę.
U mnie problem leży w równowadze czyli chyba najważniejszej sprawie przy nauce Chen-u. Sam Mistrz Xiao-Wang wymienia równowagę jako jedną z najważniejszych podstaw do opanowania w nauce Tai Chi, która jest konieczna do prawidłowego przepływu energii chi.
Jeszcze długa droga przede mną i zamierzam być bardzo pilnym uczniem :) Przede mną dużo statycznych ćwiczeń, np. stanie na cegle :)

Wraz z zakończeniem Lao Jia, przyspieszyliśmy trening pchających dłoni. Więcej na ten temat napiszę potem :)

PS: Nie załapałem się w końcu na formę z włócznią (kij). Trochę z lenistwa, trochę z braku kasy :) Na obóz Chen tez nie jadę, bo mnie na to nie stać… z resztą za tą kasę wolałbym pojechać np. do Chorwacji i tam sobie poćwiczyć!

Końcówka Lao Jia i trochę o pompowaniu

2 komentarzy

Powolutku zbliżamy się do końca formy Lao Jia Yi Lu. Obecnie jestem na początku czwartej części, po dosyć trudnej 3-ciej. 30-go zapowiada się nauka w plenerze – w Rosarium w chorzowskim parku (WPKiW) – mam nadzieję, że pogoda dopisze.

W maju przewidziane jest seminarium – forma z włócznią (też w Rosarium WPKiW). Żeby się załapać muszę skombinować 110 zł (kij z drzewa różanego – bardzo prosty i wytrzymały – ok. 2 metry długości + opłata za 5 godzinne seminarium). Ale jeszcze zobaczę, jakoś forma z włócznią średnio mi się podoba :P

Parę dni temu postanowiłem wrócić do pompowania i podciągania się na drążku. Drążek kupiłem już dosyć dawno ale jakoś z czasem zabrakło mi mobilizacji i przez ostatnie pół roku podciągnąłem się zaledwie parę razy. A co do pompowania, po paru tygodniach widać efekty więc jest jakieś światełko w tunelu.

Kolega zapytał mnie czy na taiji nie pompujemy ;) … zdarza się ale rozgrzewki zwykle poświęcane są rozciąganiu, utrzymywaniu pozycji w np. zgiętych kolanach pod kątem 75%-90% stopni (spróbuj tak wytrzymać przez minutę albo dwie), bo w taiji to bardzo ważne jeżeli chcesz ćwiczyć w niskich pozycjach. Cięższy trening jest na tzw. “wyczynówce” (praktyczna aplikacja taiji – samoobrona) – części dla średnio-i-zaawansowanych gdzie rozgrzewka jest już dość obciążająca. Będę nań uczęszczał od przyszłego roku.

Moje Taijiquan (lub jak kto woli – Tai Chi Chuan)

Dodaj komentarz

Od ponad pół roku trenuję Chen Taijiquan (Tai Chi Chuan) – wewnętrzną sztukę walki, która pasjonuje mnie już od dzieciństwa. Wtedy wręcz uwielbiałem oglądać filmy, w których aktorzy wywijali rękami i nogami (poza serią filmów z Jackie ‘śmiesznym’ Chanem). Moje ulubione to m.in. Najlepszy z najlepszych, “Kickboxer 1″ … i “Kill Bill” ;-)
Myśląc o sztukach walki pojawiał mi się jednak w głowie nie obraz Bruce’a Lee i jemu podobnych, a obraz Chińczyków, wykonujących płynne, powolne ruchy … w samotności, na tle ruin świętych miejsc, przy maksymalnym skupieniu i z wielką gracją.

Tak odkryłem Chen Taijiquan

Pewnego dnia, po wakacjach (w 2006 roku) pomyślałem sobie – dość tego – nie będę wiecznie odkładał swoich planów i znajdę szkołę. Znalazłem w Katowicach – Akademię Sztuk Walki DAO (Dao, to po chińsku szabla). Zanim się tam zgłosiłem wyczytałem na temat stylów Taijiquan prawie wszystko. W mojej Akademii nauczano stylu Chen, który charakteryzują płynne, spiralnie zwinięte ruchy, przerywane szybkimi uwolnieniami energii (qi), które są nieobecne w praktyce innych stylów Taijiquan. Jednak za wizytówkę Tai Chi uważa się głównie styl Yang, w którym nie ma żadnych szybkich ruchów. Jest on po prostu bardziej rozpowszechniony.

Najlepiej o Taiji, moim zdaniem, opowiada Danuta Czarska (na swojej stronie internetowej), która uczy “Chenu” w Krakowie. Btw. na jej stronie, w galerii, na kilku zdjęciach zauważyłem mojego trenera :) Oboje byli na jednym z seminariów naszego mistrza Chen Xiao Wanga).

Danuta Czarska tak pisze o Taiji:

Taiji (pojęcie) tłumaczone jest jako wielka ostateczność. Zgodnie z filozofią chińską taiji powstało z wuji to znaczy z pustki, niebytu. Jest źródłem yin i yang, stanu receptywnego i dynamicznego. Te dwie energie żeńska (yin) i męska (yang) są uzupełniającymi się przeciwieństwami, które tworzą całość. Choć ich natury są przeciwne, pozostają ze sobą w harmonii. Ruch między tymi siłami, napięcia są podstawą egzystencji w starożytnej chińskiej filozofii, a także w praktyce taijiquan. (…)

Taijiquan praktykowany jest zarówno dla zdrowia jak i dla skutecznych metod samoobrony. Jest wewnętrznym systemem sztuki walki, znaczy to, że wykorzystuje wszystkie aspekty osoby czyli siłę, wewnętrzną energię qi (siłę życia), oddychanie, umysł, którego skupienie jest konieczne. Adept praktykując Taijiquan osiąga jedność umysłu, ciała i ducha.

Do rozwinięcia siły używa się tu miękkości i relaksu. Bowiem tylko wtedy, gdy ciało jest odprężone, qi – energia życia płynie swobodnie. Wówczas można rozwinąć szybkie ruchy. Gdy ciało jest zrelaksowane, można wyeliminować sztywność nabytą z wiekiem. Qi spiralnie owija ciało, a obrotowy ruch ciała stwarza okrągłe ruchy. Obracająca się kula jest idealną formą do miękkiego neutralizowania nadchodzącej siły w każdym punkcie kontaktu i w każdym rodzaju szybkich zmian ruchowych.

Z ruchu po dużym kole przechodzi się z czasem do ruchu bardziej wewnętrznego – małego koła, z zewnątrz prawie niewidocznego, co jest cechą mistrzowskiego poziomu.

Styl Chen jest znakomitą profilaktyką zdrowotną, możliwe jest uwolnienie się od wielu różnych chorób. Praktykujący zachowują do późnej starości silne ciało i jasny umysł.

Moje Taijiquan, jak już wspomniałem na początku, trwa od ponad pół roku. Uczę się od podstaw starej formy 83-ruchowej – Lao Jia Yi Lu, utworzonej przez Chen Chang-Xing’a na przełomie XVIII i XIX wieku. Na dzień dzisiejszy znam 2 z 4 części tej formy.

Zobacz jak wygląda Lao Jia Yi Lu (niepełne):

Gdy już się jej nauczę, przyjdzie pewnie kolej na “pchające dłonie”, Lao Jia Er Lu (Pao Chui – czyt. “Pał człej” / Armatnia Pięść (Cannon Fist)) – formę dynamiczną oraz Xin Jia Yi Lu.

Zobacz jak wygląda Pao Chui:

Wspomnieć należy też o formach z bronią – mieczem, szablą i halabardą. Miałem okazję zacząć naukę miecza niedawno ale zrezygnowałem ze względu na to, że chcę się skupić na dokładnym wyćwiczeniu Lao Jia oraz po trosze ze względu na finanse. Drewniany (nie polecany przez moich nauczycieli) miecz treningowy kosztuje 50 zł. Metalowy, chiński miecz średniej jakości kosztuje już prawie 200 zł. Lepszej jakości miecze, dobrze wyważone potrafią kosztować nawet blisko 1000 zł.

Cóż, mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele lat treningu. W tym “semestrze” – do końca czerwca poznam na pewno całe Lao Jia. Wtedy dopiero zacznie się moja prawdziwa nauka i odkrywanie subtelności ruchów, których na razie nie zauważam. Jak to się mówi o naszym mistrzu Xiao Wangu – “Mistrz zawsze robi o jeden ruch więcej, tylko go nie widać”.

Wszystkim polecam Chen Taijiquan i zapraszam na treningi do “mojej” Akademii DAO.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.